Natalie rozglądała się niespokojnie
naokoło. Chyba szukała wzrokiem tego całego Setha, bojąc się, że może do nas
podejść.
- Spokojnie, nie jest chyba na tyle głupi, żeby znowu prosić się o kłopoty- wyszeptałem jej na ucho. Drgnęła. Czy to możliwe, że działem na nią tak samo silnie jak ona na mnie? Uśmiechnąłem się lekko na tę myśl. – W razie potrzeby Cię obronię.
- Myślisz, że sama bym sobie nie poradziła? –zapytała zaczepnym głosem, lekko unosząc brwi.
- Och, nie wątpię, że dałabyś sobie radę – powiedziałem sarkastycznie, przytulając ją mocniej.
- Czy Ty sobie ze mnie kpisz? – fuknęła na mnie niczym rozwścieczona kotka. Chyba ktoś tu zaczyna pokazywać pazurki – zaśmiałem się pod nosem.
- Jakżebym śmiał. Ale wiesz… tam, w zaułku, wydawało mi się, że jednak potrzebowałaś mojej pomocy – powiedziałem ironicznie.
Reakcja na moje słowa była natychmiastowa. Cała się spięła, a w jej oczach zagościł ból. Zraniłem ją. Była pierwsza osobą, którą chciałem chronić, ale i tak ją uraziłem. Boże, co ze mnie za facet?
- Myślisz, że co? Że uratowałeś mnie, a teraz możesz sobie ze mnie żartować? Wiem, że jestem za słaba. Zdaję sobie sprawę, że jestem beznadziejna. Ale to nie znaczy, że możesz mi to wypominać! – wycedziła zimno przez zęby.
- Hej, ja tylko żartowałem. Naprawdę – powiedziałem, widząc jej pełne niedowierzania spojrzenie. – Czasami każdy potrzebuje wsparcia. I wcale nie jesteś słaba. Każda dziewczyna, którą znam teraz płakałaby i nie mogła wyjść z szoku. A Ty bardzo dobrze się trzymasz – pocieszyłem ją. – A teraz chodź, tam siedzi mój przyjaciel – powiedziałem wskazując na Liama. – Musimy zabrać Cię w bezpieczne miejsce, żebyś odpoczęła.
- Zgoda. Ale ja jeszcze nie powiedziałam, ze gdziekolwiek z Wami pójdę. Przecież ja Was nawet nie znam. Ach, i bym zapomniała: ja nie jestem każda. Zapamiętaj to sobie – powiedziała delikatnie dotykając palcami mojego policzka.
Efekt był natychmiastowy, czułem się jakby poraził mnie prąd. Chciałem coś zrobić, może nawet ją pocałować, bo zatopiony w głębi jej zielonych oczu nie myślałem racjonalnie, ale ona już wysunęła się z moich ramion i podążyła w kierunku siedzącego samotnie Liama. No cóż, zapowiada się ciekawa znajomość.
Dziewczyna przysiadła się do mojego przyjaciela i zaczęła z nim rozmawiać. Obserwowałem ich przez chwilę. Natalie opowiadała Liamowi o czymś, żywo gestykulując, a on uważnie jej słuchał. Z racji tego, że w klubie było głośno niczego nie słyszałem. Postanowiłem podejść bliżej i dowiedzieć się o czym rozmawiają.
- Widzę, że pan „ Wiem-wszystko-najlepiej” postanowił zaszczycić nas swoją obecnością – powiedziała czarnowłosa, gdy stanąłem przy stoliku. Nie powiem, zabolała mnie jej uwaga.
- Myślałem, że już mi wybaczyłaś – powiedziałem niepewnie, przestępując z nogi na nogę.
- To, że wybaczam, nie znaczy, że zapominam – stwierdziła patrząc mi prosto w oczy. - A poza tym… nawet nie doczekałam się zwykłego przepraszam.
- Przepraszam – oświadczyłem automatycznie, a ona tylko przewróciła oczami.
- Teraz to się nie liczy, bo Ci podpowiedziałam. Ale wiesz… przeprosiny przyjęte. Jeszcze kiedyś być może to wykorzystam, ale na chwile obecną udzielam przebaczenia – puściła do mnie oczko, uśmiechając się. W jej źrenicach dostrzegłem wesołe ogniki, które sprawiły, że na moich ustach momentalnie pojawił się szeroki uśmiech.
- Dziękuję, piękna niewiasto – ukłoniłem się szarmancko.
Nagle z naszego prywatnego świata sprowadził nas na Ziemię śmiech Liama. Chłopak patrzył na nas z rozbawieniem kręcąc głową.
- Tego jeszcze nie było: dziewczyna, która uciera nosa Zaynowi, zamiast się do niego kleić. Już Cię lubię – powiedział brunet szturchając Talie ramieniem.
- No cóż, ktoś musiał go w końcu utemperować – powiedziała pokazują mi język.
- Mam się obrazić? – zapytałam unosząc brwi w oznace zdziwienia.
- Och, tylko sobie żartujemy. Więcej dystansu do siebie –poradziła Natalie.
Słysząc słowa dziewczyny, Liam znowu zaczął zwijać się ze śmiechu.
- A z nim co jest nie tak? – spytała dziewczyna.
- No bo.. – wykrztusił pomiędzy salwami śmiechu. – Natalie, jesteś trochę jak żeńska wersja Zayna – i znowu zaczął się śmiać.
- No chyba nie! – zaprzeczyła dziewczyna wstając i zakładając ręce na biodrach. Wyglądała trochę jak Królik z Kubusia Puchatka.
- Ale to prawda – powiedział Liam. – Macie podobną mimikę twarzy, czarne włosy i…no nie wiem, wydaję mi się, że charakter też macie podobny. Nie powiem, dobrze się dobraliście – spojrzał na nas z uśmiechem.
- Czy Ty coś insynuujesz? – spytała podejrzliwie zielonooka.
- Absolutnie nic – powiedział Liam, przewrotnie się uśmiechając.
Dziewczyna już chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałem.
- Nie przejmuj się nim, ten typ tak ma. Romantykiem trzeba się urodzić – zaśmiałem się. – A teraz może zbierzemy chłopaków i pojedziemy do nas?
- Zaraz, zaraz. Nie tak szybko. Czy ja powiedziałam, że gdziekolwiek z Wami jadę? – spytała przeszywając mnie na wskroś swoim przenikliwym spojrzeniem.
- Jeśli myślisz, że zostawię Cię samą, to się grubo mylisz – powiedziałem nie odwracając wzroku. Tu już nawet nie chodziło o to, że nie chciałem jej zostawić dzisiaj samej przez to co się stało. Po prostu bałem się, że jeśli teraz wypuszczę ją z mojego świata, to już nigdy do niego nie wróci. Intrygowała mnie. Była delikatna, ale nie przyznawała się do tego, a na dodatek miała strasznie cięty język. Z tego co zdążyłem się zorientować, mogłem śmiało wysnuć wnioski, że jest zbiorem różnych sprzeczności. Była niezwykła.
- Spokojnie, nie jest chyba na tyle głupi, żeby znowu prosić się o kłopoty- wyszeptałem jej na ucho. Drgnęła. Czy to możliwe, że działem na nią tak samo silnie jak ona na mnie? Uśmiechnąłem się lekko na tę myśl. – W razie potrzeby Cię obronię.
- Myślisz, że sama bym sobie nie poradziła? –zapytała zaczepnym głosem, lekko unosząc brwi.
- Och, nie wątpię, że dałabyś sobie radę – powiedziałem sarkastycznie, przytulając ją mocniej.
- Czy Ty sobie ze mnie kpisz? – fuknęła na mnie niczym rozwścieczona kotka. Chyba ktoś tu zaczyna pokazywać pazurki – zaśmiałem się pod nosem.
- Jakżebym śmiał. Ale wiesz… tam, w zaułku, wydawało mi się, że jednak potrzebowałaś mojej pomocy – powiedziałem ironicznie.
Reakcja na moje słowa była natychmiastowa. Cała się spięła, a w jej oczach zagościł ból. Zraniłem ją. Była pierwsza osobą, którą chciałem chronić, ale i tak ją uraziłem. Boże, co ze mnie za facet?
- Myślisz, że co? Że uratowałeś mnie, a teraz możesz sobie ze mnie żartować? Wiem, że jestem za słaba. Zdaję sobie sprawę, że jestem beznadziejna. Ale to nie znaczy, że możesz mi to wypominać! – wycedziła zimno przez zęby.
- Hej, ja tylko żartowałem. Naprawdę – powiedziałem, widząc jej pełne niedowierzania spojrzenie. – Czasami każdy potrzebuje wsparcia. I wcale nie jesteś słaba. Każda dziewczyna, którą znam teraz płakałaby i nie mogła wyjść z szoku. A Ty bardzo dobrze się trzymasz – pocieszyłem ją. – A teraz chodź, tam siedzi mój przyjaciel – powiedziałem wskazując na Liama. – Musimy zabrać Cię w bezpieczne miejsce, żebyś odpoczęła.
- Zgoda. Ale ja jeszcze nie powiedziałam, ze gdziekolwiek z Wami pójdę. Przecież ja Was nawet nie znam. Ach, i bym zapomniała: ja nie jestem każda. Zapamiętaj to sobie – powiedziała delikatnie dotykając palcami mojego policzka.
Efekt był natychmiastowy, czułem się jakby poraził mnie prąd. Chciałem coś zrobić, może nawet ją pocałować, bo zatopiony w głębi jej zielonych oczu nie myślałem racjonalnie, ale ona już wysunęła się z moich ramion i podążyła w kierunku siedzącego samotnie Liama. No cóż, zapowiada się ciekawa znajomość.
Dziewczyna przysiadła się do mojego przyjaciela i zaczęła z nim rozmawiać. Obserwowałem ich przez chwilę. Natalie opowiadała Liamowi o czymś, żywo gestykulując, a on uważnie jej słuchał. Z racji tego, że w klubie było głośno niczego nie słyszałem. Postanowiłem podejść bliżej i dowiedzieć się o czym rozmawiają.
- Widzę, że pan „ Wiem-wszystko-najlepiej” postanowił zaszczycić nas swoją obecnością – powiedziała czarnowłosa, gdy stanąłem przy stoliku. Nie powiem, zabolała mnie jej uwaga.
- Myślałem, że już mi wybaczyłaś – powiedziałem niepewnie, przestępując z nogi na nogę.
- To, że wybaczam, nie znaczy, że zapominam – stwierdziła patrząc mi prosto w oczy. - A poza tym… nawet nie doczekałam się zwykłego przepraszam.
- Przepraszam – oświadczyłem automatycznie, a ona tylko przewróciła oczami.
- Teraz to się nie liczy, bo Ci podpowiedziałam. Ale wiesz… przeprosiny przyjęte. Jeszcze kiedyś być może to wykorzystam, ale na chwile obecną udzielam przebaczenia – puściła do mnie oczko, uśmiechając się. W jej źrenicach dostrzegłem wesołe ogniki, które sprawiły, że na moich ustach momentalnie pojawił się szeroki uśmiech.
- Dziękuję, piękna niewiasto – ukłoniłem się szarmancko.
Nagle z naszego prywatnego świata sprowadził nas na Ziemię śmiech Liama. Chłopak patrzył na nas z rozbawieniem kręcąc głową.
- Tego jeszcze nie było: dziewczyna, która uciera nosa Zaynowi, zamiast się do niego kleić. Już Cię lubię – powiedział brunet szturchając Talie ramieniem.
- No cóż, ktoś musiał go w końcu utemperować – powiedziała pokazują mi język.
- Mam się obrazić? – zapytałam unosząc brwi w oznace zdziwienia.
- Och, tylko sobie żartujemy. Więcej dystansu do siebie –poradziła Natalie.
Słysząc słowa dziewczyny, Liam znowu zaczął zwijać się ze śmiechu.
- A z nim co jest nie tak? – spytała dziewczyna.
- No bo.. – wykrztusił pomiędzy salwami śmiechu. – Natalie, jesteś trochę jak żeńska wersja Zayna – i znowu zaczął się śmiać.
- No chyba nie! – zaprzeczyła dziewczyna wstając i zakładając ręce na biodrach. Wyglądała trochę jak Królik z Kubusia Puchatka.
- Ale to prawda – powiedział Liam. – Macie podobną mimikę twarzy, czarne włosy i…no nie wiem, wydaję mi się, że charakter też macie podobny. Nie powiem, dobrze się dobraliście – spojrzał na nas z uśmiechem.
- Czy Ty coś insynuujesz? – spytała podejrzliwie zielonooka.
- Absolutnie nic – powiedział Liam, przewrotnie się uśmiechając.
Dziewczyna już chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałem.
- Nie przejmuj się nim, ten typ tak ma. Romantykiem trzeba się urodzić – zaśmiałem się. – A teraz może zbierzemy chłopaków i pojedziemy do nas?
- Zaraz, zaraz. Nie tak szybko. Czy ja powiedziałam, że gdziekolwiek z Wami jadę? – spytała przeszywając mnie na wskroś swoim przenikliwym spojrzeniem.
- Jeśli myślisz, że zostawię Cię samą, to się grubo mylisz – powiedziałem nie odwracając wzroku. Tu już nawet nie chodziło o to, że nie chciałem jej zostawić dzisiaj samej przez to co się stało. Po prostu bałem się, że jeśli teraz wypuszczę ją z mojego świata, to już nigdy do niego nie wróci. Intrygowała mnie. Była delikatna, ale nie przyznawała się do tego, a na dodatek miała strasznie cięty język. Z tego co zdążyłem się zorientować, mogłem śmiało wysnuć wnioski, że jest zbiorem różnych sprzeczności. Była niezwykła.
- Jeśli myślisz, że Cię zostawię to się grubo mylisz – przedrzeźniała mnie dziewczyna.
– Ja nigdzie z Wami nie pójdę! Jakieś dziesięć minut temu prawie mnie
zgwałcono, a Ty myślisz, że teraz pojadę gdzieś z Tobą i twoimi przyjaciółmi?
Nie. To, że mnie uratowałeś nie daje Ci jeszcze prawa, żeby o mnie decydować. Istnieje
coś takiego jak wolność wyboru. A ja nigdzie z Wami nie idę.
Musze powiedzieć, że jej argumenty były całkiem przekonywujące. Na jej miejscu też bym sobie nie ufał. Ale co mam zrobić, żeby ją przy sobie jeszcze chociaż trochę zatrzymać?
- A może odwiozę Cię do domu? Mieszkasz sama? – zapytałem niepewnie.
- Mieszkam z przyjaciółką, ale ona przyjedzie dopiero za tydzień. Przyjechałyśmy tutaj na studia. I wiesz co? Myślę, że możesz mnie odprowadzić. Mieszkam niedaleko, więc możemy się przejść. Wiesz… Ufam Ci.
Jej słowa sprawiły, że na moich wargach wykwitł uśmiech. Ufała mi. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem, ale nie miałem zamiaru zmarnować szansy, którą mi ofiarowała.
Musze powiedzieć, że jej argumenty były całkiem przekonywujące. Na jej miejscu też bym sobie nie ufał. Ale co mam zrobić, żeby ją przy sobie jeszcze chociaż trochę zatrzymać?
- A może odwiozę Cię do domu? Mieszkasz sama? – zapytałem niepewnie.
- Mieszkam z przyjaciółką, ale ona przyjedzie dopiero za tydzień. Przyjechałyśmy tutaj na studia. I wiesz co? Myślę, że możesz mnie odprowadzić. Mieszkam niedaleko, więc możemy się przejść. Wiesz… Ufam Ci.
Jej słowa sprawiły, że na moich wargach wykwitł uśmiech. Ufała mi. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem, ale nie miałem zamiaru zmarnować szansy, którą mi ofiarowała.
***
Szliśmy w ciszy, trzymając się za ręce. Natalie
nie chciała poznawać dzisiaj chłopaków. Stwierdziła, że jest zmęczona i chciała
iść do domu. Nie dziwię jej się. Miała wieczór pełen wrażeń.
- Wiesz… cieszę się, że Cię poznałam – powiedziała nagle i zarumieniła się słodko.
- Ja też się cieszę, że Cię poznałem – powiedziałem z uśmiechem.
Nie kłamałem. Naprawdę się cieszyłem. Ta dziewczyna w tak krótkim czasie zdążyła wnieść barwy do mojej szarej egzystencji. Może brzmi to strasznie banalnie i jest oklepane, ale to prawda. Przy niej moje myśli krążyły nieskładnie w mojej głowie. Przy niej zaczynałem poważnie myśleć o rzeczach, których istnienia wcześniej nie uznawałem. Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale… co jeśli ona istnieje? Co jeśli właśnie zapukała do mojego serca? Kątem oka spojrzałem na Talie. Oblana światłem księżyca wyglądała przepięknie. Ale tu nie chodziło o jej wygląd. Przyciągały mnie do niej jej cudowne oczy, jej zawiły charakter. Nie znałem jej jeszcze, a już wydawało mi się, że jest moją bratnia duszą. Czy to nie dziwne? A może to po prostu jakiś piękny sen, a po przebudzeniu znów będę musiał się z mierzyć z moim pustym światem?
Jeśli to było snem, to nie chciałem już nigdy się obudzić. Po raz pierwszy od dłuższego czasu byłem…szczęśliwy. Wiedziałem, że niedługo będę musiał stawić czoło szarej rzeczywistości, ale jeszcze nie teraz. Teraz byliśmy razem, w ciszy podążając w kierunku domu Talie, napawając się swoja obecnością, obserwowani przez tysiące gwiazd.
- Wiesz… cieszę się, że Cię poznałam – powiedziała nagle i zarumieniła się słodko.
- Ja też się cieszę, że Cię poznałem – powiedziałem z uśmiechem.
Nie kłamałem. Naprawdę się cieszyłem. Ta dziewczyna w tak krótkim czasie zdążyła wnieść barwy do mojej szarej egzystencji. Może brzmi to strasznie banalnie i jest oklepane, ale to prawda. Przy niej moje myśli krążyły nieskładnie w mojej głowie. Przy niej zaczynałem poważnie myśleć o rzeczach, których istnienia wcześniej nie uznawałem. Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale… co jeśli ona istnieje? Co jeśli właśnie zapukała do mojego serca? Kątem oka spojrzałem na Talie. Oblana światłem księżyca wyglądała przepięknie. Ale tu nie chodziło o jej wygląd. Przyciągały mnie do niej jej cudowne oczy, jej zawiły charakter. Nie znałem jej jeszcze, a już wydawało mi się, że jest moją bratnia duszą. Czy to nie dziwne? A może to po prostu jakiś piękny sen, a po przebudzeniu znów będę musiał się z mierzyć z moim pustym światem?
Jeśli to było snem, to nie chciałem już nigdy się obudzić. Po raz pierwszy od dłuższego czasu byłem…szczęśliwy. Wiedziałem, że niedługo będę musiał stawić czoło szarej rzeczywistości, ale jeszcze nie teraz. Teraz byliśmy razem, w ciszy podążając w kierunku domu Talie, napawając się swoja obecnością, obserwowani przez tysiące gwiazd.
******************************************************************************
Hej. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale ostrzegałam, że rozdziały nie będą pojawiały się regularnie. Ten jest...mi osobiście się nie podoba. Ale to do Was należy ocena.
Dziękuję za 16 komentarzy i 25 obserwatorów, spisaliście się ;) Co powiecie na więcej komentarzy? Proszę? :D
Kiedy następny? Jak napiszę ;)
Pozdrawiam! xx
+ Jak ktoś ma ochotę to zapraszam na mojego nowego bloga. Tam będzie wszystko. Może zaczynam trochę ciężko, ale... no cóż, bywa. >KLIK<
+ Jak ktoś ma ochotę to zapraszam na mojego nowego bloga. Tam będzie wszystko. Może zaczynam trochę ciężko, ale... no cóż, bywa. >KLIK<